Ppłk Tadeusz Zych
Ppłk Tadeusz Zych. Ukochany Mąż, Tata, Dziadek i Pradziadek
03.01.1945 - 01.02.2026
Ceremonia pożegnalna:
Dom pogrzebowy Wrotniewscypiątek 06 lutego 2026, godzina 13:00
Różana 8, 75-213 Koszalin
Ceremonia pogrzebowa:
Cmentarz Komunalny w Koszaliniepiątek 06 lutego 2026, godzina 13:45
Kamieniarska , Koszalin
Kilka słów pamięci
- Medalem „Siły Zbrojne w Służbie Ojczyzny”,
- Medalem „Za Zasługi dla Obronności Kraju”,
- Brązowym Krzyżem Związku Żołnierzy Wojska Polskiego,
- Odznaką Honorową „Za Zasługi dla Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych i Oficerów Rezerwy Wojska Polskiego”,
- Brązowym Medalem „Za Zasługi dla Ligi Obrony Kraju”,
- Złotą Honorową Odznaką Przyjaciół Harcerstwa,
- Odznaką „Za Zasługi dla Województwa Zamojskiego”,
- Odznaką „Za Zasługi dla Województwa Radomskiego”
- czy Odznaką Honorową „Za Zasługi dla Województwa Koszalińskiego”.
Wymieniłem tylko kilka najważniejszych, bo łącznie Tadeusz otrzymał kilkadziesiąt różnych odznaczeń resortowych, odznak i tytułów honorowych.
Jeszcze w czasie służby w Kołobrzegu Tadeusz poznał pewną młodą
i śliczną absolwentkę Liceum Pielęgniarskiego o imieniu Wiesława,
z którą spędził następne 58 lat w małżeństwie. Wspólnie wychowali trójkę dzieci: syna Cezarego i córki Monikę i Sylwię. Dochowali się także ósemki wnucząt i dwójki prawnucząt.
Ostatnie lata życia Tadeusza skupiło się na rodzinie. Spełniał się jako dziadek i pradziadek, był uwielbiany przez wszystkie wnuki i prawnuki. Ufundował tak zwany „bon edukacyjny Dziadków”, przez co najmłodsze pokolenie rodziny rozpoczynało wakacje z kopertą zawierającą finansową nagrodę za wyniki w nauce. Oczywiście sumienie dziadka nie pozwalało wnuków traktować niesprawiedliwie, więc i tak na finał każdy dostawał taki sam bon, nie zważając na faktyczną średnią ocen na świadectwie szkolnym…
Dobry humor, uśmiech i żart towarzyszyły Tadeuszowi zawsze
i wszędzie. Droczył się z Żoną i resztą rodziny. Nie zawsze potrafili oni rozpoznać, kiedy Tadeusz mówi serio, a kiedy robi sobie żarty… Zabrał też ze sobą największą tajemnicę kulinarną – przepis na „zupę tatową”, która z czasem stała się „zupą dziadkową” i „zupą pradziadkową”… Wszyscy uwielbiali jej smak, ale nikomu nie udało się jej podrobić… Tylko Tadeusz znał jej sekret.
Tadeusz odszedł 1 lutego, prawie w południe, bo przegranej walce
z chorobą. Nigdy się nie skarżył na zdrowie, cieszył się nawet że chudnie i wraca do formy z młodości. Może gdyby wcześniej się przyznał do problemów ze zdrowiem, to byśmy się dzisiaj nie spotykali w tym miejscu. Ważne jest jednak to, że odszedł w spokoju, otoczony najbliższą rodziną…
Tadeusz chciał, by jego prochy spoczęły w łusce armatniej, która stoi obok urny. Ten puchar został wykonany w okresie II wojny światowej przez włoskiego jeńca wojennego z obozu jenieckiego w Cybince.
Z przyczyn technicznych i sanitarnych nie było to możliwe, więc najbliżsi postanowili tę łuskę pozostawić razem z prochami zmarłego. Chciał też, aby na ceremonii pożegnalnej zagrać Mu pewną piosenkę, ale byłaby ona dość nieprzyzwoitym akcentem, więc tylko tekst tej piosenki dzieci włożyły do łuski.
Zakończę powiedzeniem, które wyjątkowo pasuje do Tadeusza: „nie ma ludzi niezastąpionych, ale niektórych ludzi nie da się zastąpić”.
-->




